|
PERU 2007 |
||
|
czyli w krainie kondora i świnki morskiej |
||
|
Machu Picchu! Machu Picchu! Machu Picchu!
Trzy powody, dla których zawsze, od kiedy pamiętam, chciałam pojechać do Peru.
Ujrzane gdzieś kiedyś w dzieciństwie zdjęcie Machu Picchu prześladowało mnie latami. Magiczne miejsce zaprzątało umysł, nie dawało o sobie zapomnieć, być może wpłynęło także na wybór studiów… W końcu zobaczyłam na własne oczy! I choć odbiór tego urokliwego miejsca zakłócają liczni turyści, miliony turystów, miliony milionów turystów, mil…. no, dużo ich bardzo TO I TAK JEST PIĘKNIE !!! J
|
|
|
|
ALE PO KOLEI: |
|
Decyzja o wyjeździe do Peru zapadła chyba jeszcze w okolicach Mongolii. Był wschód — teraz pora na zachód. To wiekopomne wydarzenie miało nastąpić w roku 2006, ale z racji cen biletów lotniczych galopujących nie wiadomo dokąd z prędkością naprawdę godną lepszej idei, zweryfikowałyśmy plany, „poświęcając” rok 2006 na Chiny, a solennie sobie obiecując, że w roku 2007 już na pewno w promocyjnej cenie wykupimy lot transatlantycki. Szkoda, że naiwność nie jest w cenie, byłabym już wielokrotną milionerką! Linie lotnicze inaczej rozumieją słowo "promocja" ;] Ekipa: Sprawdzone już w dwóch poprzednich latach trio: Siostra Joanna, Siostra Marta, I ja |
PRZEDKOSZTY Przewodnik „Lonely Planet” PLN 98,00 Niezniszczalna ;) mapa „Reise know-how” PLN 38,00 przelot tam i z powrotem by „Lufthansa” PLN 5381,01 Szczepienia – właściwie mamy wszystkie, czyli wszelkie „brudne”, z żółtaczką na czele dołożyłyśmy sobie tylko żółtą febrą ;) ok. PLN 150,00
|
|
CZASOPRZESTRZEŃ: |
21 lipca 2007 – 12 sierpnia 2007 |
|
Warszawa – Frankfurt – Caracas – Lima (Pucllana, Museo de la Nacion, Plaza de Armas, Museo Larco) – Cusco (Qorikancha, Sacsayhuaman) – Sacred Valley (Pisac, Urubamba, Ollantaytambo, Chincheros) – Aquas Calliente – Machu Picchu – Cusco (Convento San Francisco, Catedral, Museo Inca) – Puno (Sillustani – Titicaca – Copacabana/Boliwia (Isla del Sol) – Puno – Arequipa (Santa Catalina, Museo Santuarios Andinos) – Chivay ( Canion del Colca/Cruz del Condor) – Nazca (Chauchilla, Torre Mirador, El Telar, Las Agujas, Los Acueductos de Cantayoc– Lima (Pachacamac) – Caracas – Frankfurt – Warszawa Stawiwszy się na lotnisku o barbarzyńskiej godzinie 5 rano rozpoczęłyśmy naszą podróż do kondorlandu. Już po dwóch godzinach byłyśmy we Frankfurcie, z następnych 12-stu 10 upłynęło nam uroczo na pokładzie Airbusa 340, po czym po szalonym sprincie przez lotnisko Simon Bolivar w Caracas (oraz popodziwianiu przy okazji paru sztucznych pokaźnych, wyraźnie wyeksponowanych biustów obsługi naziemnej tegoż lotniska) już tylko 4 godziny lotu dzieliły nas od Limy. I tak po niespełna 24 godzinach dotarłyśmy do celu. Lima, lotnisko Chavez, wieczór, my umordowane, bez hotelu, za to z biletami w garści na lot za 3 dni (wcześniej nie było miejsc) do Cuzco! Tak, tak to była pierwsza rzecz, którą zrobiłyśmy po wylądowaniu, w myśl słusznej zasady każdego wytrawnego podróżnika: jeśli dotarłeś w super miejsce, natychmiast zatroszcz się o możliwość jego opuszczenia. Jeśli miejsce nie jest super - wiadomo… :] Zatroszczyłyśmy się, za to chwilowo nie miałyśmy gdzie przenocować. Niestety, z takim trudem wyszukany w Internecie przez siostrę Joannę hotel, okazał się być byłym hotelem. W jego miejscu, w uroczej dzielnicy Miraflores stał wprawdzie dom, ale bez hotelu wewnątrz. Na szczęście szczęśliwy ma zawsze szczęście i taksówkarz, z którym nie mogłyśmy się dogadać (on nie umiał być taksówkarzem, my nie umiałyśmy hiszpańskiego) coś przypadkiem znalazł w pobliżu. Sympatyczny nowy hotelik Nomade Backpackers z bezprzewodowym Internetem non stop!do którego nijak nie mogłam się podłączyć…. To tyle tytułem wstępu, dalej będą maile, które co jakiś czas wysyłałam z obczyzny do Polski, pstrząc je bogato obrazkami z podróży.
|
LIMA kurs na lotnisku w Limie: 1 $ = 3,1050 Sol na ogół bywało lepiej (3,15) a i tak orientacyjnie przeliczałyśmy wszystko 1 Sol (S) = 1 Gold (zł) ;)
Lot do Cuzco Star Perú - 99,96 $ Taxi z lotniska do Miraflores 50 S, przepłaciłyśmy – norma w Limie to do 15 S, w centrum nawet mniej; No, ale my jechałyśmy bagażową, poza tym 1-sza zawsze najdroższa :] Generalnie ceny taksówek są odgórnie ustalane, wg rejonu, dzielnicy
NOCLEG : www.nomade.com.pe 10 $ / osobodoba
Piwo 3,5 S Internet na ogół - 1,5 S/h |
|
A KONDOR SIĘ PASSA I PASSA... |
@ nadany 27/07/2007 |
|
27 lipca 2007 Peru, Cuzco, gdzieś w kafejce jednej z miliona w okolicy, godzina 14:19 czasu lokalnego... Nareszcie! Nareszcie się przestawiłyśmy na czas południowo amerykański bo do wczoraj zapadał zmrok a my wraz z nim. A zmrok zapada o 18:30, czyli 25:30 w Wawie - nie dziwne więc, ze spać się chce… No wiec wreszcie się przestawiłam, wreszcie zaczynam pisać coś na kształt dziennika z podróży (znaczy bazgrolę gdzie byłam i co widziałam) i wreszcie usidlam normalnie do netu, żeby maila jakiegoś wysłać, ze żyjemy, ze jest fajnie, ze oglądamy to i owo, ze na Machu Picchu jeszcze wprawdzie nie byłyśmy, ale będziemy w niedziele i będzie pięknie, że nie znamy hiszpańskiego i to głupio jakoś jest, że trzeba uważać na złodziei, że poza tym nie złodzieje to mili ludzie są, że Inkowie to naprawdę duuuuuuże rzeczy budowali i świńską ceramikę lepili, że w takim jednym muzeum to zaczepiał nas taki jeden i nie wiedziałyśmy do jakiej grupy go zakwalifikować, czy że taki towarzyski, czy ze złodziej czy ze zboczeniec, wyszło nam, że wszystko po trochu, że mi się zepsuła karta do aparatu, wiec zdjęć z kilku ostatnich dni nie będzie, że w ogóle za dużo zdjęć nie będzie, bo ostatnie dni były ładne a poprzednie w Limie to były brzydkie, bo Lima to brzydkie i śmierdzące od spalin miasto jest i nie ma co fotografować, a jeszcze ci złodzieje wszędzie - strach aparat wyjmować, ze widziałyśmy ocean, że tu zima jest i w dzień jest ciepło, a w nocy zimno i że pieski chodzą poubierane śmiesznie bardzo, że wcale nie miałyśmy choroby wysokościowej, a szkoda bo to niezły haj jest, że kościołów a kościołów im ci Hiszpanie nastawiali, że mają piwo w butelkach 1,1 litra!, że mam już płytę z tradycyjną muzyką peruwiańską z nieśmiertelnym kondorem na czele, żeee... och no dużo jeszcze by można bardzo, ale musimy iść na obiad :) no to załączam parę zdjątek i znikam do następnego |
Pucllana – 7 S Obiadek - 5 S wproszony ( a nie proszony!) u Baptystów full wypas 3 daniowy za to średnio zjadliwy
Museo de la Nacion - 7 S Zboczeniec - gratis
katedra + museo de arte religioso 10 S
Museo Larco - 30 S |
|
A KONDOR SIĘ PASSA I PASSA...c.d. |
@ nadany 01/08/2007 |
|
No to kontynuując po małej przerwie, wypełnionej różnymi fantastycznymi wydarzeniami począwszy od obiadu w naszej ulubionej knajpce w Cusco, składającego się z – uwaga - Super Duper Norton Burger! a na dojeździe do Puno nad Titicaca zakończywszy uprzejmie donoszę iż: - w katedrze w Cuzco na "Ostatniej Wieczerzy" wsuwali świnkę morską! (zdjęcie zrobione z ukosa i ukradkiem bo nie wolno, proszę docenić mój trud, znój, żyłkę ryzykancką i pociąg do sztuki!) - W Limie jest dzielnica o wdzięcznej nazwie Jezus Maria! nie na temat i od czapy, ale tak mi się skojarzyło jakoś... - Machu Picchu jest ZA-JE-BI-STE!!! no tak, ale to właściwie oczywiste było... Niestety turystów miliardy!! Na szczęście byłyśmy tam już o 6 rano sic! kiedy jeszcze tłumy były trochę mniejsze, za to mgła dużo dużo większa :]. Widać za wieleto nie było, ale klimacik był nieźle mistyczny! Oblazłyśmy wszystkie (prawie) ruiny, wdrapałyśmy się na wszystkie (dostępne) okoliczne punkty widokowe, w tym na Waynapicchu - to ta góra nad ruinami, co to ja na wszystkich obrazkach widać (na moich tez :D), a na którą wpuszczają tylko 400 osób dziennie sic! Oj tam, co ja będę pisać - pogapcie się na zdjęcia i tyle! - A dziś jesteśmy juz w Puno nad jeziorem Titicaca - najwyżej na świecie położone spławne jezioro 3810m n.p.m. czy jakoś tak. - Choroba wysokościowa juz nawet nie ma prawa nam dolegać, ale na wszelki wypadek cały czas spożywamy herbatki z liści koki, koka cookies, koka toffi - o wybornym błotnistym smaku, a dziś odkryłyśmy takie jeszcze inne toffi, przypominające nieco w smaku takie nasze karmelkowe landrynki - maja mniejsza zawartość błota niż zwykle coka toffi :] - Ale za to jest zimno!! W nocy ponoć -6 ! Głupie, nie? A my zamierzamy spędzić jedną noc na wyspie z autochtonami, tia.... NA SZCZĘŚCIE NABYŁYSMY SOBIE PO SWETERKU Z LAMY! ktoś sugerował, żebym sobie bloga założyła. pomysł niezły ale to juz na następny wyjazd :) zimno-wysokościowo-jeziorne buziaczki :)
|
CUZCO 1 $ = 3,15 Soles Boleto Turistico del Cusco - 70 S hostel „Inti Wasi” 40USD/trp + taxi za 7 S Ok., ale przepłaciłyśmy (Jeszcze jesteśmy frajerkami-turystkami ale to się niedługo zmieni Qorikancha - świątynia słońca i klasztor Santo Domingo - 6 S świnka morska - 45 S Sacred Valley - 20USD/day autokarem, lunch included Wejściówki w ramach Boleto T. Także do Saqsaywaman czyli popularnie zwanej "sexi woman" Convento San Fancisco – 5 S, brat Alberto prawie gratis (napiwek 10 S) Super Duper Norton Burger!! Chyba ok. 15 S, ale niezły był Katedra - 16 S Nie wchodzi w Boleto T. : ale warto! Museo Inka - raczej takie sobie
|
|
„lATO, JESIEŃ, ZIMA, WIOSNA, do Boliwii droga prosta...” |
@ nadany 05/08/2007 |
|
tak, tak, byłyśmy w Boliwii ale tylko nad Titicaca w Copacabana (nie ma ABSOLUTNIE NIC wspólnego, poza nazwą, z Copacabana w Brazylii), a stamtąd przeprawiłyśmy się na Isla del Sol, czyli takie miejsce, gdzie się wynurzył w/g wierzeń inkaskich pierwszy Inka. Ale szczerze - żenua! Tyle, że taka mini przygoda: inny kraj, same sobie pojechałyśmy, same sobie załatwiłyśmy wszystko po hiszpańsku sic! i jechałyśmy nareszcie prawdziwym "chicken-busem", choć obyło się akurat bez kurczaków. Za to za sąsiada miałam takiego jednego seniora, który większość drogi jadł coś, co dziwnie pachniało, nie chcę wiedzieć, czym i on sam też, nie chcę wiedzieć czym, być może tym samym co jadł, w myśl zasady, że stajemy się tym co jemy. Lub może odwrotnie? eee... nieważne, zapiski ważne : 01/08/2007 Zapiski z kolana w drodze do Copacabana, czyli tam i, mamy nadzieje, z powrotem! - jedziemy jestem pod wrażeniem naszych umiejętności hiszpańsko-języcznych (a może to są jednak ich zdolności komunikacyjne?) wspierane mini-rozmówkami się dogadujemy. W moich, zabytkowych z 1987, dziale "ważniejsze organizacje i instytucje" znajduje się np. taka Partido Obraro UnificadoPolaco, kto zgadnie, co to? - jak to dobrze, ze ktoś wymyślił odzież termiczną! jakiż to mądry człowiek był! hotele nieogrzewane, okna nieszczelne, ale jak na razie żyjemy jak burżuje - nocujemy w hostelach z gorącą woda, choć gorącość bywa umowna dość... jedziemy szczelnie opakowane, mój dzisiejszy strój: termiczny t-shirt z długim rękawem, peruwiański sweter z lamy w słoneczka, z kapturkiem (pisałam, że byłyśmy na bazarze i robiłyśmy zakupy? tia.... see picture!) , wind-stopper, kurtka p-wiatrowa, p-deszczowa a następne dwa dni będziemy na wyspach z noclegiem w chacie włącznie! Nie wiem, w co mam się jeszcze ubrać, chyba już tylko w śpiwór do -20! A może by tak zainwestować w poncho? Marcie się śniło, że byłyśmy na zakupach, to może powinnyśmy? jak dotąd nie przydały mi się tylko jeszcze sandały, ale w Nazca zimą (czyli teraz) temperatura potrafi dochodzi do +40!No to się może jeszcze przydadzą... - mijamy cmentarze - malutkie nagrobki, na ogół w smutnym kolorze blue... - o! dziecko się skupcialo! Ach te podróże! Te atrakcje! Te emocje! Te przygody! Ahojahoj! - och, jakie jezioro! Jak morze! - Czy zespól "Varsovia Manta" należy tłumaczyć ako "Warszawska Płaszczka"? - Delicje Szampańskie po przejściach, zmasakrowane, sterane, wreszcie pożarte - o 150gr w bagażu mniej - ależ piękne czerwone skały, pożłobione głębokimi tunelami... - jakiż owocny dzień: w paszporcie zagościły 4 nowe stempelki + 5-ty malutki! 02-03/08/2007 grupa "Elmo" dwa dni na łodzi, na pływających wyspach, na łodzi, na wyspie normalnej, na łodzi, na festynie, na łodzi, na wyspie, na łodzi.... ot, typowa geriatryczna wycieczka bez sensu! 04/08/2007 W drodze z Puno do Arequipy: 5h częściowo przez największy śmietnik nowoczesnej Ameryki Południowej, a częściowo przez przepiękne księżycowe krajobrazy! w TV leci „Spiderman” po hiszpańsku… dziwne, że jest TV w ogóle, bo poza tym to baby z kurami... Ogólna refleksja na temat miast : Lima - brzydkość, bylejakość, nicość Cuzco - zagłębie turystyczne bardziej niż Zakopane przemnożone przez Sopot podniesione do Ciechocinka! Puno - ma klimat pewien; coś pomiędzy tamtymi dwoma: egzotyczna bylejakość, ale w granicach turystycznie akceptowalnych Arequipa - ach tak, ta to ma urok! Szkoda, że będziemy tu tak krótko... Ostatnie zdjątka podeślę następnym razem, bo muszę je jeszcze pozmniejszać, tymczasem pozdrawiam wulkanicznie
|
PUNO
taxi - 3 S , wszędzie po całym mieście
Hotel „Arequipa” 60 S/ trp
ceviche pstrągowe – 15 S, czyli pół na pół pstrąga i cebuli w sosie cytrynowym – no dziwne…
sweter z lamy – 25 S a można jeszcze taniej….
Magiczne, Urocze, Wietrzne Sillustani ok. 40km od Puno, ograbione przez hackeros entrada - 5,5 S, taxi – 40 S
postój w "prawdziwej" zagrodzie, napiwek 10sol - dużo za dużo! Za kartofla z zaprawą murarską!
BOLIVIA Autobus do Copacabana klasa turistico one way – 15 S Odjazdy z terminal Terrestre opłata wyjazdowa „Servicio de embarque” – 1 S Pobierana w Peru praktycznie przy każdym wyjeździe! Na dworcach kolejowych, autobusowych, lotnisku
Wjazd do Copacabana – 1 Bs (1 Boliwijczyk ;)) Nie wiadomo za co to jest :]
Isla del Sol Łódż z przewodnikiem - No, nie pamiętam ceny :/ 10$ ???, Wstęp – 5 Bs
Copacabana – Yunguyo By collectivo - 2 S / łeb? Haracz na granicy!!!! Za powrót tego samego dnia sic! 20$ za 3osoby, wiem nie dzieli się - poszło do szuflady :] A i tak chcieli najpierw 30$ Chicken bus Yunguyo-Puno – 5 S
|
|
”MALINY SIE KOŃCZĄ…” |
@ nadany 07/08/2007 |
|
Dear Diary, na czym to ja skończyłam? a, na dojeździe do Arequipy chyba... Arequipa to piękne miasto, takie białe i takie piękne i pod wulkanem o wdzięcznej nazwie El Misti. Ponoć aktywny, ale ja tam nie wiem, bo nie wybuchł wcale ;( W Arequipie poza miliardem kościołów, bilionem post-kolonialnych budynków i trylionem knajp są 2 fajne rzeczy (tak mowię, bo na więcej nie miałyśmy czasu) : XVI wieczny monastyr Santa Catalina, w którym panienki z dobrych europejskich domów przez wieki pędziły hedonistyczne życie, oddając się tzw. modlitwom. Robi wrażenie! Ten monastyr w sensie , bo hedonistycznego życia już tu nie widać. Takie miasto w mieście. Drugie to niewielkie muzeum poświecone w całości zmumifikowanej "Juanicie", znalezionej gdzieś na pobliskim lodowcu. Ponieważ nie można robić zdjęć to sfotografowałam dekorację naścienną z jakiegoś muru gdzieś tam gdzieś tam... A już wiem gdzie! W "uroczej" miejscowości Chivay, do której udałyśmy się celem wypadu do kanionu Colca (do niedawna był uznawany za najgłębszy na świecie, jacyś Polacy go opłynęli czy coć tam) prawie 4 tys. m sic! Tyle że nie mogłyśmy juz stamtąd wrócić normalnie, bo najbliższe wolne miejsca w busach następnego dnia, a następnego dnia, Drogi Dzienniczku, to my już spadamy do Nazca! Se poradziłyśmy, ale nie powiem jak. Kanion fajny, ale jeszcze fajniejsze kondory!!!! NAPRAWDE! PRAWDZIWE! I wcale nie na uwięzi! 3!!! Latały nam nad głowami!!!!! Dobrze, że tylko latały ;]. Trochę daleko, mogły podlecieć bliżej, nie? nie chciały... 06/08/2007 Dear Diary, To był dopiero dzień! Ach! Co to był za dzień! Kolejny dzień kiedy wstałyśmy o 5 rano! eeeextraaaa!!! a potem spędziłyśmy 10 godzin w autobusie (tez trochę typu "chicken-bus", ale dalekobieżny, więc toboły byty na ogół pochowane w bagażnikach, a nie ocierały się o nas). Droga była urocza... Najbardziej urocze byty filmy z Van Dammem, co jeden to bardziej krwisty (najlepszy był ten w sowieckim łagrze), efektu dopełniały przydrożne kapliczki w miejscach wypadków, którymi obficie usiana jest cała droga ! Fajny klimacik :] Choć to wszystko i tak nic w porównaniu z disco-espaniolo, którym nas uraczyli na końcu! Na szczęście po 3 kawałkach płyta się zacięła i do końca był spokój. Ale krajobrazy pięęęęęęęękneeee! 07/08/2007 Dear Diary, Juz drugi dzień siedzimy w Nazca. no dobra juz dobra, trochę tego dnia tylko przecież jeszcze nie ma nawet 14.00, ale siedzimy beznadziejnie bezczynnie, bo czekamy, aż nam się uda polatać nad liniami! Problemem jest pogoda. I kto to mówił o 40 stopniach??? Marta, zabije Cię! Po co ja te sandały targam?! Juz 3 razy nam przekładali termin lotu. Teraz ponoć jest szansa... o 15... ponoć... Pogoda się troszkę poprawiła i już słychać, że latają tylko, że kolejka jest od 2 dni, bo wtedy też była kiepska pogoda... No to sobie czekamy, a ja Ciebie pisze, Drogi Dzienniczku. W zasadzie juz Cię nie będę pisać, tylko Cię pójdę może gdzieś i wyślę, o jeszcze Cię troszkę udekoruję graficznie, a resztę Ciebie dopiszę później.... a w ogóle to pieniądze się kończą, znaczy w zasadzie już się skończyły, teraz jedziemy na bankomatach, ciuchy prawie wszystkie wyszły, migdały i śliwki ścisłego zarachowania… koki juz nie nadużywamy.... wracać chyba powoli czas.... ps. a tam na takim jednym zdjęciu to jest śnieg prawdziwy!!!! ps.2 a na takim innym to są takie wydmy, które przez drogę przechodziły i musieliśmy czekać aż sobie pójdą, tzn. aż spychacz je z powrotem na jedynie słuszną drogę do morza, znaczy tfu, do oceanu sprowadzi ps.3 zaatakował nas tygrys!!!
|
LAGO TITICACA 60 S - wsio, kompletna wycieczka: Isla de los Uros, Amantani – nocleg, Isla Taquile
AREQUIPA Autobus do Arequipy “Sur Oriente” (5h) - 40 S + Servicio de embarque – 1 S Kibelek na dworcu :] – 0,5 S
„AREQUIPEŃA” lokalne piwo W odróżnieniu od „CUSQUEŃA” w Cusco Smakują dokładnie tak samo ;]
Hostel „Pasado de Sancho” calle Santa Catallina 213A - 60 S/ trp wspólna łazienka taki sobie, ale w super miejscu
Monasterio de Santa Catalina - 30 S CUDO!!!
Museo Santuarios Andinos – 15 S Muzeum “Juanity” - KOCHAM ZAKAZY FOTOGRAFOWANIA!!!
VALLE DEL COLCA
Autobus do Chivay „Reyna”(3h) – 13 S + Servicio de embarque – 1 S
Burżujska podróż wynajętym „łebkiem”- z trudem wytargowane 270 S w tym: Cruz del Condor - 2h w jedna stronę + powrót do Arequipy No ale zaoszczędziłyśmy na „Servicio de embarque” ;]
|
|
„…WE CAN TAKE THE LONG WAY HOME...” |
@ nadany 11/08/2007 |
|
właśnie się zaczęła! nasza podroż do domu... Ponoć każda zaczyna się od pierwszego kroku, pierwszy zrobiony - zeszłyśmy na śniadanie. Tak, tak, taki właśnie hotel mamy! Zaszalałyśmy! A co! Stać nas! Stać nas kurde, bo się w końcu wcale nad Nazca nie przeleciałyśmy wrr! (pogoda, paracas, ospa wietrzna, zatrzaśnięte kluczyki w samolocie, niespodziewana wizyta kosmitów itd...) no więc nam kaskę oddali i nagle zostałyśmy ze strasznie dużą ilością nikomu niepotrzebnych, choć ładnie nazwanych ("słoneczka") pieniędzy! w zasadzie juz chyba nie mam nic szczególnego do napisania, poza tym, że w Nazca obejrzałyśmy w zamian każdą możliwą kupkę kamieni i cegieł z suszonego mułu (nie mylić z suszonym mułem), parę kolejnych cmentarzy, choć nie wszystkie na te nazwę jeszcze zasługują, kilka względnie widocznych z ziemi namazianych, tzn. ten.. wydłubanych przez kosmitów (tak wiem, teoria mało naukowa, ale ja ją akurat bardzo lubię) linii, przejechałyśmy się fullwypasem do Limy (w ogóle jakoś nam poziom burżujstwa wzrósł w ostatnich dniach - oj zdecydowanie czas wracać!!!), a pod Limą zaliczyłyśmy jeszcze na miłe pożegnanie obszerne centrum ceremonialne wszelakich kultur inkaskich i przed-, składające się z jeszcze większej ilości kamieni i cegieł z mula (tfu! oczywiście z mułu!) w Pachacamac. ach! a w Limie jeszcze miałyśmy ubaw wyjazdu, rodem z Monty Pythona (albo Drozdy, zależy pod jakim kątem na to spojrzeć), kiedy pod nogi poleciała nam sztuczna szczęka, świeżo wypadła z twarzy ulicznej handlary ... NIE ŻARTUJĘ!!! TAK BYŁO!!! przeskakiwałyśmy ponad! No chyba jednak z Drozdy bardziej... Ależ śmiesznie było... No to przejdźmy do adremu (jak rzekła posłanka jakaś tam dawno dawno temu... (była to Nowina-Konopczyna? bo nie pamiętam już)): koniec i bomba, a kto czytał, to ten... no ten.. no to fajnie :) Dzięki wszystkim za słowa otuchy, życzliwości, wiary, nadziei, miłości, sympatii, wsparcia, pociechy w tych trudnych chwilach, no ogólnie za takie tam te... Tym, którzy się nie udzielali tez dziękuje, bo wierzę, że ze zrozumieniem moje wypociny czytali i życzliwie nam kibicowali, a brak werbalizacji wyniknął tylko z faktu przywalenia klawiatur czymś nieprawdopodobnie ciężkim (mógłbyż to być meteoryt np?) Jeśli z kolei komuś nie odpowiedziałam to bardzo przepraszam, kajam się, głowę omletem posypuje (no tym co mam pod ręką na śniadaniu) ale to zabieganie w ferworze zwiedzania, wojażowania, filozoficznego niemal (niemal robi różnicę) zastanawiania się, co będzie jutro (o innych, bardziej przyziemnych, ale jakże życiowych kwestiach tu nie wspomnę, bo nie wypada ;])… no, sami rozumiecie no to żeby zbędnie nie przedłużać: HASTA LA VISTA IN WAWA J |
NAZCA Autobus do Nazca „Pacifico del Sur” – 50 S (ceny gwałtownie rosną nawet Servicio de embarque już – 1,5 S !) Hospedaje Yemaya 75 S/ trp ??? nie pamiętam Nie polecam, niesympatyczna właścicielka, choć chciała ode mnie odkupić wind-stopper ;) Miasto okropne, ludzie namolni, pełno naciągaczy, za to kantorów brak! wrrr :/
No ale te linie… Ci kosmici… Lot nad liniami małym 6-osobowym samolocikiem, który nam się udało wytargować – 60 $ / os. No, ale co z tego, że tani, jak nim nie latamy :/// Ale to jest dobra cena!!!
Cmentarz Chauchilla (30km) – 5 S Taxi – 20 S ? Billet zbiorczy – 10 S (Los Paredones, El Telar, Los Acueductos, Las Agujas) Torre Mirador – 1 S Taka metalowa konstrukcja, z której parę linii widać; Oprócz tego jest jeszcze „torre naturalne” czyli górka - gratis
Taxi z miłym panem, który nas 3 godziny obwoził po okolicy, nauczył hiszpańskiego i przywrócił wiarę w Peruwiańczyków - 60 S ???
|
|
|
LIMA Autobus “Cruz del Sur” – 75 S !!! Drogi ale wypasiony, z bingo na pokładzie ;]
Hotel „Kamana” – drogi jakoś, bo postanowiłyśmy zaszaleć na koniec i tak w Limie nie ma na co kasy wydać Pachacamac (30km) – 5,50 S Collectivo – najlepszy środek transportu! 3 S tam, 2,5 z powrotem J
Opłata za wylot z kraju to już nie 1 S !!! :/ tylko 30 $ !!!
|
|
|