ETIOPIA na blogu

czyli co pisałam na żywo przed, w trakcie i po wyprawie

A MOŻE….. ETIOPIA? http://milimetr.net/2009/06/etiopia/  

 TAK! TAK! TAK! czy też “yes! yes! yes!”, jak to rzekła Marta, cytując klasyka

decyzja zapadła: JEDZIEMY DO ETIOPII !!!!

zanim zacznę tworzyć donosy z naszej wyprawy, tymczasem mała, zaledwie 45minutowa ;), zajawka:

TA DAM! http://milimetr.net/2009/06/ta-dam/

No to klamka zapadła!

Już druga, bo pierwsza to była sama decyzja. Tyle, że decyzja nic nie kosztuje, a ta druga klamka już troszeczkę tak. Oto dowód:

Etiopia bilet

IAN WRIGHT w Etiopiii

 

DLACZEGO ETIOPIA?  http://milimetr.net/2009/06/dlaczego-etiopia/
Trochę sama dla siebie, gwoli uporządkowania wiedzy oraz celem rozpoczęcia akcji planowania,  a trochę dla wszystkich tych, którzy chcieliby się czegoś dowiedzieć o Etiopii, ale nie chce im się samemu szukać ;), spróbuję zebrać w punktach, co takiego interesującego jest (względnie było) w Etiopii, co nas tam tak ciągnie:

1. prastara (3,2 mln lat!) Lucy

ponoć wszyscy pochodzimy z Afryki, a za naszą “praprapramatkę”, no dobra “praprapraciotkę”, uważa się (m.in.) Lucy, czyli żeńskiego australopiteka (nikogo nie obrażam ;)), którego szkielet znaleziono w 1974r. w Hadar.  To wdzięczne imię nadał jej znalazca, antropolog Donald Johansson, podśpiewując popularną wówczas piosenkę The Beatles “Lucy in the sky with diamonds”. Wizyta w Muzeum Narodowym w Addis Abebie obowiązkowa :)

w 2000 roku znaleziono, także w Hadar, starszego ‘hominida’ (3,3 mln lat), również przedstawicielkę gatunku Australopithecus afarensis, którą nazwano Selam (czyli pokój)

2. Menelik I

Pierwszy władca kraju (ok. 1000 p.n.e.) był, jak głosi legenda, synem króla Salomona i Makedy, czyli królowej Saby. Menelikowi, oprócz uroczego imienia ;),  Etiopia zawdzięcza też Arkę Przymierza, przywiezioną przezeń z Jerozolimy i przechowywaną wpierw w klasztorze na jeziorze Tana, a następnie (rzekomo do dziś sic!) w katedrze Najświętszej Marii Panny z Syjonu, w Aksum. Niestety jej oglądanie może być niebezpieczne, więc nikt jej nie ogląda :]

Dynastia Salomona władała Etiopią do 1974 roku

3. Haile Selassie I

ostatni cesarz Etiopii (w latach 1930-1936 i 1941-1974), którego rządy opisał Ryszard Kapuściński w książce “Cesarz”. Choć cesarza już nie zobaczymy, to jego duch z pewnością unosi się w powietrzu etiopskim, choćby w aromacie gańdzi ;), gdyż HS uznawany jest przez niektórych za mesjasza, a od jego przedkoronacyjnego imienia ras Tafari Makonnen, pochodzi nazwa ruchu religijnego Rastafari – brzmi znajomo?

4. Aksum

starożytne państwo założone w I w p.n.e., ze stolicą w…. Aksum, i z granitowym obeliskiem z… Aksum z IV w n.e., będącym ponoć największym (wys. 24 m) obeliskiem, jaki kiedykolwiek został wzniesiony. Kolebka Abisynii, przemianowanej z czasem na biblijną Etiopię

5. Yeha

wioska w pobliżu Aksum z najstarszą budowlą Etiopii – wieżą wzniesioną w stylu sabejskim, datowaną na 7, lub nawet 8 w p.n.e.. Yeha uznawana bywa za stolicę najstarszej cywilizacji na terenie Etiopii, choć o samej cywilizacji niewiele wiadomo, ale spekulacji, jak to zwykle w archeologii, jest co niemiara ;)

6. Jezioro Tana

największe jezioro Etiopii, o powierzchni ok. 2849 km² (powierzchnia zmienia się w zależności od pór roku i opadów deszczu) i głębokości nie przekraczającej 14 metrów. W jeziorze Tana rozpoczyna swój bieg Nil Błękitny. Na jego wyspach znajdują się liczne kościoły i klasztory Kościoła Etiopskiego. Niektóre z nich są miejscem pochówku cesarzy Etiopii.

Nad jeziorem leży niewielkie miasteczko Bahar Dar a w jego pobliżu znajdują się uważane za jedne z najpiękniejszych w Afryce, niemal 50 metrowe wodospady Tys Yssat

7. Lalibela

nieoficjalny 8-my cud świata (jeden z wielu nieoficjalnych 8-mych cudów świata ;)) święte miejsce ortodoksyjnego kościoła etiopskiego, z 12 wykutymi w litej skale, za panowania cesarza Lalibeli (1185-1225),  podziemnymi kościołami

8. Ortodoksyjny Kościół Etiopski

jeden z przedchalcedońskich kościołów wschodnich, powstały w IV w n.e., niegdyś podlegający patriarsze koptyjskiemu w Aleksandrii, obecnie niezależny, autokefaliczny kościół narodowy,  z szabatem, obrzezaniem, i baaaardzo długim postem.

niezwykłe, nadzwyczajne, unikatowe, niepospolite, niepowtarzalne, szczególne, wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju, charakterystyczne dla Etiopii, krzyże

9. Semien

malownicze wulkaniczne góry z charakterystyczną dla Etiopii formą geologiczną, zwaną ambą, czyli górą z płaskim szczytem (o ile szczyt może być płaski), z najwyższym (4620m) szczytem - wygasłym wulkanem – Ras Daszen Terara, będącym jednocześnie 4-tym pod względem wysokości szczytem Afryki.

10. Felasze/Felaszowie

W rejonie gór Semien mieszkali Felaszowie, zwani czasem Czarnymi Żydami, potomkowie Menelika (lub też, w/g innej wersji, eskorta Menelika I, przybyła z nim wprost z dworu króla Salomona, lub też wedle jeszcze innej, uchodźcy ze zburzonej przez Rzymian Jerozolimy, lub…),

tak czy tak, Felasze to wyznawcy judaizmu w najbardziej pierwotnej postaci, opartego jedynie na Torze, bez znajomości Talmudu. Przed 20-stu laty było ich w Etiopii jeszcze ok.60 tysięcy, jednak z powodu wojen wewnętrznych prawie wszyscy (poza kilkoma rodzinami) zostali przerzuceni do Izraela. Te kilka rodzin mieszka teraz pod Gonderem i chyba względnie nieźle prosperuje ze sprzedaży pamiątek po ‘Czarnych Żydach’.

11. Gonder

średniowieczne miasto z kompleksem zamków i kościołów Fasil Ghebbi, który pełnił w XVII i XVIII w. funkcję rezydencji cesarzy Etiopii.  Mieszanina wpływów portugalskich, indyjskich oraz arabskich, bywa nazywana “afrykańskim Camelotem”.

12. Dolina Omo

- jednej z największych rzek w Etiopii, rozpoczynającej swój bieg na Wyżynie Abisyńskiej w środkowej części kraju, a kończącej u zbiegu granic z Kenią i Sudanem.  Zamieszkała przez rozmaite plemiona,w tym lud Mursi, którego kobiety wypychają sobie wargi charakterystycznymi krążkami, o średnicy przekraczającej nawet 12 cm!

Dolina Omo jest także niezwykle ważna ze względów antropologiczno-archeologicznych, gdyż w tej okolicy znaleziono liczne skamieniałe szczątki kopalnych hominidów, a także świadectwa pradawnej kultury materialnej — prymitywne narzędzia należące do tzw. kultury Olduvai

ach, o tym właśnie uczyłam się na 1-szym roku studiów, może też stąd taki sentyment i ciąg do Etiopii :)

13. Melka Kunture

kompleks stanowisk archeologicznych położonych ok. 50 km na południe od Addis Abeby. Najstarsze stanowiska tego kompleksu datowane są na okres ok 1,7 mln lat.

14. Tiya

miasto na południe od Addis Abeby z pobliskim stanowiskiem archeologicznym z zachowanymi 36 prehistorycznymi kamiennymi stelami nagrobnymi – coć, jak te w północnym Laosie, do których nie dotarłyśmy ;)

15. Harar Jugol

muzułmańskie miasto na wschodzie, 4-te najświętsze miasto Islamu, z około setką meczetów, z których najstarsze datowane są na X w n.e.

Od lat 60-tych XX w miejsce spektakularnego widowiska polegającego na karmieniu mięsem hien! ;]

16. Kaffa

prowincja w południo-wschodniej Etiopii, w której dawno dawno temu pewien pasterz o imieniu Kaldi, wkurzony zachowaniem rozochoconych kóz, które nażarłszy się owoców z pewnego drzewka, nie chciały w ogóle spać, sam skosztował ziarenek i też już nie chciał spać….

17. Kaberu

zagrożony wyginięciem endemiczny ni to wilk, ni to lis (Canis simensis)

Obiekty z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO:

* 1978 – Park Narodowy Semien
* 1978 – Kościoły skalne w Lalibeli
* 1979 – Warowne miasto Fasil Ghebbi
* 1980 – Dolina rzeki Auasz
* 1980 – Stanowisko archeologiczne Tiya
* 1980 – Ruiny miasta Aksum
* 1980 – Dolina rzeki Omo
* 2006 – Ufortyfikowane miasto Harar Jugol

na razie tyle na szybko, resztę będę uzupełniać w miarę wolnego czasu.

Ale prawda, że brzmi interesująco?! No i jak tam nie jechać?

 

 

 

 

HAJLESELASJE-JE-JE-JE…

 

W związku z wypadającą dziś rocznicą naturalnych (w odróżnieniu od styczniowych ceremonialnych) urodzin  HS, chciałabym niniejszym życzyć wszystkim wszystkiego!

Jako, że zaraz ruszamy na imprezę firmową, to z s.Joanną nie omieszkamy wznieść toastu “haljeselasssjeejjejejjejejee jeee” za naszą wyprawę!

 

INFORMATOR PRAKTYCZNY:

http://milimetr.net/2009/08/informator-praktyczny/
jako, że go w końcu nie dokończyłam to zapraszam do obejrzenia na blogu (http://milimetr.net/2009/08/informator-praktyczny/) tego, co zaczęłam kiedyś tam

jak dokończę, to tu wstawię

albo wstawię gdzieś na końcu w podsumowaniach, jako doszczegółowienie wydatków

 

MUZA, KTÓRA WKUZA ;)  doszły mnie słuchy, że muza w tle jest a to za głośna, a to za niedobra, a to nie można jej zastopować

No to ją na razie wyłączyłam w cholerę!
Za to poniżej próbka muzyki etiopskiej, exportowy towar Etiopii: Mahmoud Ahmed :)

 
TRASA http://milimetr.net/2009/09/trasa/
a właściwie na razie zalążek trasy, ot, coby sobie uświadomić, gdzie co jest, a co zdołamy zobaczyć to już insza inszość

 

No dobra, po wielu delyberacyach, wirtualnych dyskusjach, pomyłkach w literkach w nazwach miast, skutkujących wielosetkilometrowymi nieporozumieniami ;),  oraz po przekopaniu się przez stosy literatury “fachowej”, udało nam się ustalić pierwszy wariant trasy, jaką chciałybyśmy pokonać w Etiopii.

Oto ona, ta trasa:

  • 2009-09-12 - latamy cały dzień Warszawa – Amsterdam – Addis Abeba, lądowanie 20:45
  • 2009-09-13 - Addis Abeba - dzień organizacyjny p.t. “Co dalej 8 klaso” + wizyta u Lucy w Muzeum Narodowym
  • 2009-09-14 - przelot do Bahar Dar , wycieczka do wodospadów Tys Yssat
  • 2009-09-15 - dzień na jeziorze Tana - zwiedzamy tyle klasztorów ile się da i do ilu wpuszczają kobiety ;]
  • 2009-09-16 - przejazd autobusem do Gonder
  • 2009-09-17 - Gonder, zamki, pałace, Felasze i co tam jeszcze znajdziemy
  • 2009-09-18 - przelot do Aksum, m.in. załatwiamy jutrzejszy wypad do Yeha
  • 2009-09-19 - Yeha
  • 2009-09-20 - Aksum: Arka Przymierza etc…
  • 2009-09-21 - przelot do Lalibeli; kościoły skalne
  • 2009-09-22 - Lalibela: kościołów skalnych dalszy ciąg
  • 2009-09-23 - powrót do Addis Abeba
  • 2009-09-24 - przelot do Dire Dawa, przesiadka na autobus do Harar, zwiedzanie miasta, karmienie hien, itp
  • 2009-09-25 - Harar i hien c.d.
  • 2009-10-26 – autobusem do Dire Dawa, przesiadka na samolot do Addis Abeby
  • 2009-09-27 – jazda wynajętą terenówką na południe; po drodze Melka Kunture, Tiya i być może Shashemene dojazd do Arba Minch
  • 2009-09-28 - objazd po okolicy, plemiona południowe, parki narodowe, krokodyle i hipopotamy, te sprawy, a w szczegółach: Konso, Woyto, Erebore, Tourmi
  • 2009-09-29 – dnia wczorajszego dalszy ciąg, a w szczegółach: Demeka -  wioska Hamerów, Jinka
  • 2009-09-30 - dnia wczorajszego dalszy ciąg, a w szczegółach: wojowniczy MURSI
  • 2009-10-01 – dnia wczorajszego dalszy ciąg, a w szczegółach: Bena i targ w Key Afar
  • 2009-10-02 - powrót do Addis Abeba
  • 2009-10-03 - Addis Abeba, pakowanie, zakupowanie, dopakowywanie zakupów, konsumpcja ostatnich tejów (miód pitny) i injery (placek zbożowy)
  • 2009-10-04 - powrót do domu: 04:20 Addis Abeba – Nairobi 8:40 – 15:40 Amsterdam 20:00 – Warszawa 21:55

zobaczymy, co wyjdzie, ale ma szansę wyjść to właśnie, co powyżej :)

_____________________________

JUŻ ZA PARĘ GODZIN RUSZAMY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D

prawie trasa na GOOGLE

HISTORYCZNA PÓŁNOC

http://milimetr.net/2009/09/historyczna-polnoc/
12-18 wrzesnia 2009

Tak! To byl zdecydowanie strzal w 10-tke!!!
Zastanawiamy sie tylko, ktory wypad, w naszym zupelnie nieoficjalnym, subiektywnym rankingu byl najlepszy: Etiopia, czy Mongolia?
Etiopia sie jeszcze nie skonczyla, wiec nie ma decyzji.
Ale fakt bezprzeczny: wszystkim nam podoba sie bardzo!!!
Zarowno jako kraj-krajobraz (wcale nieglupie te pramalpoludy (czyt. Lucy z siostrami) byly, ze tu wlasnie sobie kolebke czlowieczenstwa urzadzily),
jako ogromna liczba zdarzen historycznych (zebyz to w naszej kochanej ojczyznie tyle sie dzialo, moze mniej kompleksow bysmy mieli),
i przede wszystkim LUDZIE!!!

Tak pozytywnej dawki energii od zmasowanej tkanki ludzkiej nie czulam od czasow, kiedy po raz pierwszy przekroczylam prog dojo.
Pomijam interesownych zalatwiaczy wszystkiego dla wszystkich, pomijam coraz bardziej irytujace, natretne, nachalne i naciagajace dzieciaki (choc niektore sa calkim slodkie, rozwazamy powoli zeby wzorem Bruno, jakies zaadoptowac ;))
za to gros po prostu ciekawych, zyczliwych, usmiechnietych, i zyjacych, mimo biedy, pelnia zycia, do tego chcacych sie nia dzielic, osobnikow, jest po prostu nie do przecenienia.

No dobra, bo zawialo mentorstwem.
Teraz nomalnie:
jest git! wiedzialam, ze polubie Etiopie (bo zawsze mnie do niej i do Afryki ciagnelo), ale nie wiedzialam ze az tak!

Po kolei:

12/09/2009-13/09/2009 Addis (Abeba) – wszyscy mowia Addis, po prostu
zamowiony przez internet hotel Taitu (od imienia pewnej krolowej, ktora to postanowila w te wlasnie centralna czesc Etiopii przeniesc stolice) zachwyca swym dawnym (mocno przebrzamialym) blaskiem – jest to najstarszy w Addis, ba! najstarszy w Etiopii hotel! za to nie powala zupelnie jakoscia obslugi i stanardem – mówiąc oglednie
Ale nie czepiamy sie, „Taitu Hotel” to klimat dawnej swietnosci widoczny na kazdym kroku (lazienka dokladnie taka jak na poczatku XX wieku, stare meble, taras z powiedzmy widokiem na miasto, na ktorym serwowane sa najpyszniejsze potrawy i drinki..eee troche sie rozpedzilam ;)potrawy to glownie injera (czyli taki kwasny wielgasny placek z tefu popackany na ogol ostrymi sosami) a drinki to np, biale wino etiopskie (tak, tak, produkuja, ale smak trudno ocenic, bo serwuja je na dosc, oglednie mówiąc, cieplo, niczym dobre, cieple piwo w Chinach :])
Samo miasto natomiast w ogole nie rzuca na kolana. Mimo wdzięcznej nazwy („Nowy Kwiat”) kwiatow tu jak na lekarstwo, drzew niemal w ogole nie ma, tylko ogolny chaos, balagan, bylejakazabudowa, rzeczka smrodka…

Zaliczone zabytki:
Muzeum Narodowe (Lucy In the sky with diamonds)
Muzeum Etnologiczne na Uniwersytecie addisabebskim, dawnym palacu Halje Selassje

I to by było raczej na tyle.
W planach mamy jeszcze przechadzke po Mercato – największym bazarze Afryki – ale to już ostatniego dnia przed odlotem.

14/09/2009-15/09/2009 Bahar Dar

My przyleciałyśmy tu samolotem, choc ponoc droga Addis-Bahar Dar – Gondar jest najlepsza w kraju i calkiem niezle można się tu dostac autobusem.
Ale z 3-iej strony poznanemu w hotelu Taitu rasta-Bartkowi i jego serbskiemu kumplowi, zajęło niemal tydzień dostanie się do takiego autobusu!
Za to Bahar po Addis powala urokiem, porzadkiem, wzgledna czystością, bujna roślinnością (szpalery drzew z kolorowymi kwiatuszkami, troche jak mocno wyrośnięte roze chinskie, przeplataja się z palmami, olbrzymi figowiec nad jeziorem Tana, mnostwo kwiatow, i to drzewo przy samym lotnisku, na którym gniazduje na oko licząc jakies 500 zoltych ptaszkow – robi wrazenie), no i przede wszystkim gościnnością mieszkańców. To tu po raz pierwszy spróbowałyśmy teju, czyli takiego ich ni to wina, ni to wodki, który to trunek pijaja w specjalnych miejscach w zasadzie tylko mężczyźni. My zostałyśmy zaproszone przez naszego motorniczego lodki, Amara, z którym pływałyśmy caly dzien po jeziorze Tana i zwiedzałyśmy klasztory.
Acha, w Bahar Dar oglada się tez wodospady na Nilu Blekitnym w Tis Yssat – fajna sprawa, tyle ze po zbudowaniu licznych tam, już mocno rozrzedzona, ze tak powiem…. Ale nie watpie, ze kiedys robily ogromne wrazenie!

16/09/2009-17/09/2009 Gondar (lub Gonder, nie mylic z Gondorem, co ja nagminnie czynie)
Mowiac krotko, węzłowato: 2 dni w Gondar to strata czasu! Zabytki da się spokojnie obejrzec w jeden dzien, a miasto deprymuje brudem, bałaganem, nachalnością i pewnym cwaniactwem meszkancow.
Zgodnie stwierdziłyśmy, ze lepiej byloby, zostac w Bahar Dar nawet nie robiąc nic, tylko relaksując się w naszym hotelu nad jeziorem (zgodnie zreszta z sugestiami kolegow z tejowni), niż próbując na sile zapelnic czas w Gondarze. No, ale wczesniej tego nie wiedziałyśmy…
Ale tez Gondar to wspaniale zamki władców Etiopii z XVII-IX wieku, oraz powalajacy kościół Debre Berhan Selassie!!!!
A, i jest jeszcze wioska Felaszow – „Czarnych Zydow” – która można sobie zupełnie spokojnie darowac, bo nie ma w niej ani Felaszow, ani zabytkow, za to sa tylko kramiki z pamiatkami dla turystow

 

0 Amsterdam-Addis0 AmsterdamOLYMPUS 
DIGITAL CAMERA         1 Addis Abeba 
20090913 (2)

1 Addis Abeba 
20090913 (3)1 Addis Abeba 
20090913 (5)1 Addis Abeba 
20090913 (6)1 Addis Abeba 
20090913 (7)

2 Bahar Dar 
20090914-15 (1)2 Bahar Dar 
20090914-15 (12)2 Bahar Dar 
20090914-15 (14)2 Bahar Dar 
20090914-15 (16)

2 Bahar Dar 
20090914-15 (17)2 Bahar Dar 
20090914-15 (18)2 Bahar Dar 
20090914-15 (2)2 Bahar Dar 
20090914-15 (21)

2 Bahar Dar 
20090914-15 (24)2 Bahar Dar 
20090914-15 (25)2 Bahar Dar 
20090914-15 (27)2 Bahar Dar 
20090914-15 (29)

2 Bahar Dar 
20090914-15 (30)2 Bahar Dar 
20090914-15 (31)2 Bahar Dar 
20090914-15 (32)2 Bahar Dar 
20090914-15 (34)

2 Bahar Dar 
20090914-15 (35)2 Bahar Dar 
20090914-15 (36)2 Bahar Dar 
20090914-15 (38)2 Bahar Dar 
20090914-15 (4)

2 Bahar Dar 
20090914-15 (40)2 Bahar Dar 
20090914-15 (41)2 Bahar Dar 
20090914-15 (42)2 Bahar Dar 
20090914-15 (43)

2 Bahar Dar 
20090914-15 (44)2 Bahar Dar 
20090914-15 (45)2 Bahar Dar 
20090914-15 (46)2 Bahar Dar 
20090914-15 (47)

2 Bahar Dar 
20090914-15 (49)2 Bahar Dar 
20090914-15 (5)2 Bahar Dar 
20090914-15 (50)2 Bahar Dar 
20090914-15 (51)

2 Bahar Dar 
20090914-15 (6)2 Bahar Dar 
20090914-15 (8)3 Gondar 20090916-17 
(1)3 Gondar 20090916-17
 (10)

3 Gondar 20090916-17
 (11)3 Gondar 20090916-17
 (12)OLYMPUS 
DIGITAL CAMERA         3 Gondar 20090916-17
 (14)

3 Gondar 20090916-17
 (15)3 Gondar 20090916-17
 (18)3 Gondar 20090916-17
 (19)3 Gondar 20090916-17 
(2)

3 Gondar 20090916-17 
(4)3 Gondar 20090916-17 
(5)3 Gondar 20090916-17 
(6)3 Gondar 20090916-17 
(9)

CHRZEŚCIJAŃSKIEJ PÓŁNOCY c.d.

http://milimetr.net/2009/09/chrzescijanskiej-polnocy-c-d/
18/09/2009-20/09/2009 Axum – Yeha – Axum

Do Axum tez przyleciałyśmy, bo jako się rzeklo powyżej, dobra droga na Gonderze się konczy i dojazd do Axum zajal by nam minimum caly dzien, jeśli nie dłużej, bo nawet nie ma bezpośredniego polaczenia Gonder – Axum.
Za to podobnie jak w Gonderze 2 dni to za dlugo, tak i tu, jak się okazuje 3 dni to tez przesada. No, ale tego wczesniej tez nie wiedziałyśmy…

Axum – jedno z najstarszych (po Yeha), to najświętsze miasto chrześcijańskiej Etiopii. To tu, w kosciele sw.Marii z Syjonu, przechowywana jest, jak wszyscy wierza, Arka Przymierza z Bogiem. Która zreszta zakosil z Jerozolimy pierwszy wladca Etiopii, syn Salomona i krolowej Saby, Menelik 1! Jest, czy nie jest, nikt jej nie oglada, bo wiadomo: kto zobaczy, tego szlag trafi! Za to na corocznym swiecie Meskel, wynoszona i obnoszona po miescie jest jej kopia. Meskel wypada w najblizsza niedziele 27/09/2009. No ale my już wtedy mamy ruszac z Addis na poludnie…
Axum ma jeszcze inna, z archeologicznego punktu widzenia wazniejsza, atrakcje – liczne stele, z przedchrzescijanskiego okresu sabejskiego. Proste, male, gładkie, srednie, duze, az po gromne, „bogato ilustrowane”, glownie motywem fałszywych drzwi. W tym te największą, zwalona, popekana, która jednak była, jak sie uwaza, największym tego typu monumentem, jaki człowiek próbował wznieść.
W ogole cale Axum to jeden wielki zabytek, pod kazda chalupa zapewne cos się kryje i az dziw, ze nie lataja tu bandy archeologow z obledem w oczach i lopatami w rekach!

Co jeszcze zaliczyłyśmy w Axum:

Dungur – zwany palacem krolowej Saby
Lwica Gobedry + starożytne kamienolomy
Stele, stele, stele
Grobowce, grobowce, grobowce
Łaźnie krolowej Saby
Kosciolek z VIII wieku, na tyle niedawno odkryty, ze nie pisza jeszcze o nim w przewodnikach
Inskrypcja krola Ezana

No i Yeha! Niespelna 60 km od Axum lezy Yeha, mala wiocha wśród gor, ktor niegdyś była stolica pierwszej cywilizacji na terenie dzisiejszej Etiopii. Zalozona prawdopodobnie przez kolonizatorow z poludniowej Arabii. Dzis obejrzec można tylko swietnie zachowana swiatynie z VIII, bądź V w p.n.e.

21/09/2009-22/09/2009 Lalibela

Piekna nazwa, zwłaszcza jak się probuje ja wypowiedziec z praskim akcentem „Llallybella”.
To tu znajduja się „nieoficjalne 8-me cudy swiata”, czyli 11 wykutych w litej skale za czasow cesarza Lalibeli, kościołów.

O Lalibeli dopisze kiedy indziej, dzis jesteśmy już w Addis a rano ruszamy do Harar.
Nie wiem, kiedy uda mi się cos znow napisac, bo Internet dziala tu, jak dziala (gorzej niż w Kambodzy, czy Laosie nawet!). Przepraszam, ze nei odpisuje na smsy, ale one na ogol tez nie działają. A w niedziele ruszamy na poludnie, gdzie niewykluczone, ze nie dziala nic!

 

4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (1)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (10)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (11)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (12)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (13)

4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (14)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (15)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (16)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (17)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (18)

4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (19)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (2)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (20)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (21)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (22)

4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (23)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (24)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (25)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (26)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (27)

4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (28)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (29)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (3)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (30)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (33)

4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (34)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (35)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (36)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (37)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (39)

4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (4)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (40)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (41)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (42)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (43)

4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (45)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (46)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (47)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (48)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (49)

4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (5)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (50)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (51)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (6)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (7)

4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (8)4 
Axum-Yeha-Axum 20090918-20 (9)5 Lalibela 
20090921-22 (1)5 Lalibela 
20090921-22 (10)5 Lalibela 
20090921-22 (12)

5 Lalibela 
20090921-22 (16)5 Lalibela 
20090921-22 (17)5 Lalibela 
20090921-22 (18)5 Lalibela 
20090921-22 (21)5 Lalibela 
20090921-22 (3)

5 Lalibela 
20090921-22 (4)5 Lalibela 
20090921-22 (5)5 Lalibela 
20090921-22 (6)5 Lalibela 
20090921-22 (8)5 Lalibela 
20090921-22 (9)

ETIOPSKIE IMPRESJE http://milimetr.net/2009/09/etiopskie-impresje/
CZYLI OGOLNE UWAGI NA TEMAT ETIOPII
w kolejności dowolnej, jaka mi akurat przyszla do glowy
wpis ten bedzie sie zmienial,modyfikowala,mutowal, w zaleznosci od mojej weny i mozliwosci technologicznych

Ludzie
To naprawde jest cos niesamowitego!!!
Tyle pozytywnej energii naraz rzadko można gdziekolwiek znaleźć!
Mimo ewidentnej biedy, Etiopczycy sa pelni radości zycia, checi poznania, otwarci na drugiego człowieka! To się widzi zarówno w ich relacjach z bliskimi, ze znajomymi, z nieznajomymi (np., przeuroczy był to widok po wyladowaniu w Addis, gdy jakis lotniskowy urzednik pocalowal w reke malego chłopca, czekającego w kolejce z mama do odprawy paszportowej. Ot, bo malec był slodki, ale jak to dziecko znudzony kolejka dorosłych), jak i z cudzoziemcami! Usmiechaja się do nas, pozdrawiaja, zagaduja, doskonala swój angielski, oferuja pomoc – no, ta to jest już na ogol platna! No i uczciwie dodam, ze dzieci potrafia być mocno namolne… A niektóre zdaja się wrecz prosić: „zaadoptuj mnie”

Uzupełnienie: ale jednak już nas niektórzy zaczynaja irytowac! Tzn. natrętne dzieci, i naciągający dorosli

Prezenty:

Przydaja się bardzo! Najbardziej długopisy (dzieki, praca) i olowki (dzieki, Grazyna), ale rozdaja się tez niezle samochodziki (dzieki Grazyna 2 ;)), smycze firmowe (choc tu trzeba tłumaczyć po co to, na co to), oraz…. jedzenie, czyli w naszym przypadku niedojedzone kanapki.
Jeszcze nie ruszylam misiow (dzieki, Ewa), ale czekam z nimi po prostu na wyjazd na zdecydowanie biedniejsze poludnie. Oraz…. na pojedyncze, mile dziecko, bo danie prezentu jednemu dziecku konczy się zmasowanym atakiem calej wioski! Wiec to może okazac się mission impossible :]

Technika/technologia/hi(low)-tech
Zaczne inaczej: Etiopczycy to bardzo bystrzy, myślący i błyskotliwi ludzie! W odroznieniu od…
Do tego sredni poziom znajomości jezyka angielskiego daleko przekracza poziom w Polsce, czyli generalnie można się niezle dogadac.
Ale niestety, technologicznie i organizacyjnie czesto leza!

W Addis nie było cisnienia w wodzie, znaczy sobie ciurkala dostojnie, majestatycznie, z namaszczeniem… Cecha do kapieli zupełnie nieprzydatna
W Bahar Dar – tu w zasadzie trudno się przyczepic, probuje probuje i nic! No poza tym, ze na drzwiach hotelu wisiała kartka „Internet WI-FI for free”, a gdy już się zaczelam witac z gaska, to okazalo się, ze nie ma, bo nie ma managera. Widac poszedł i zabral ze soba siec bezprzewodowa ;)
W Gonderze regularnie brakowalo pradu. W calym miescie. Brak pradu oznaczal również brak zasiegu w komorkach!
W Axum nie ma chwilami nic! A prędkość Internetu, o ile jest, wynosi max. 36 600, czyli jak w Polsce jakies 10 lat temu
A znikad nie ma możliwości wyslania mms-ow, a często i sms-ow

A przeciez ciagle jesteśmy na bogatszej i lepiej rozwinietej polnocy!

Pogoda

Wyglada na to, ze wybralysmy najlepszy moment!
Już nie pada, choc zdaje się wszyscy uważają, ze powinno.
Nie ma turystow! Bo turyści uważają, ze powinno padac.
Jest pieknie zielono i od kwiatow kolorowo, bo przeciez dopiero co padalo!
Da się wytrzymac z temperatura – za dnia to jedynie takie nasze srednio upalne lato

Hotele, a kwestia “hot shower”
W zasadzie tytul mowi sam za siebie. Woda jest goraca, lub nie jest goraca, lub w ogole nie jest. Ale czasem jest.

Przyroda
Powalajaca!!!!! Moge sobie wyobrazic jaka frajda byloby przejechnie Etiopii na jakims motorze enduro.
Oto pare probek fauny i flory etiopskiej:


Zabytki

Masa! Smiem twierdzic, ze w tej kwestii Etiopia, obok Egiptu, to najbardziej interesujacy kraj Afryki.
Co mnie dziwi to brak zagranicznych misji archeologicznych, ktore moim zdaniem, powinny sie zabijac o moziwosc prowadzenia tu badan! Ale może to jak zwykle polityka..

Internet
Na razie brak, choc jesli ten wpis sie znalazl na blogu, to znaczy ze i internet jakis sie znalazl

Aaaaaa nieuwaznym uprzejmie donosze, ze w dniu dizisejszym zamiescilam 3 wpisy na blogu z kupa zdjec,a nie tylko ten! Wiec uprasza Jsie o ogladanie wczesniejszych rowniez

Pozdrowionka z kafejki internetowej w Addis Abebie, w ktorej 00000 i 1111 mkna w eter z zawrotna predkoscia 256 czegostam

Co Etiopczycy wiedza o Polsce…

- Warsaw – prawie wszyscy, bo tak się ucza geografii, wg schematu panstwo – stolica
- Jan Pawel II (kol.Rasta w tejowni w Bahar Dar)
- II wojna światowa rozpoczęła się w Polsce (przewodnik Haile oraz taksówkarz w Gondarze)
- Jerzy Dudek (boy hotelowy w „Queen Taitu” w Gondarze)
- „skończył się u was komunizm” (ogłosił przeszukiwacz przy wejściu do restauracji „Churchill View” w Addis)
- Maria Sklodowska-Curie (chemik z browaru w Harar)
- „tak” – ale po bliższym przesłuchaniu okazalo się, ze chodzi o skandynawskie :dziekuje”
- „dziekuje”oraz „smacznego” (kelner w „7 Oliwkach” w Lalibeli); „Zapraszamy – warto” (tablica przed restauracja „Unique” w Lalibeli)
- Marta (wszyscy znaja imie Marty, bo po amharsku cos oznacza, tylko co?)
- Krystyna Janda (zaczepiacz na ulicy w Lalibeli, ale ponieważ upieral się, ze była ona w Etiopii z ekipa TVN, najprawdopodobniej pomylil ja z Martyna Wojciechowska. Tylko skad znal nazwisko Jandy?)
- Palac Kultury (wzbudzil niekłamany zachwyt w naganiaczu lotniskowym, który miał szczescie oglądać go na zdjęciach, przywiezionych przez siostre, wydana za Polaka z Gdanska)
– pieniadze (stara stowka na dekoracyjnej tablicy w hotelu „Ghion” w Bahar Dar, stara 1 zl do kupienia u tzw. Handlarza antykami w Aksum)
- Polacy kupuja na potęgę srebrne krzyze (tak twierdzil handlarz w Aksum, w związku z tym pokazal nam chyba wszystkie, jakie miał; my zadalysmy klam twierdzeniu i nie kupiłyśmy zadnego)
- w Polsce sa bardzo dobre krowy (stwierdzil dotrzymywacz towarzystwa na postoju w Konso, ale zapewne mial na mysli Holandie – zwyczajowa pomylka)

2 Bahar Dar 
20090914-15 (11)2 Bahar Dar 
20090914-15 (13)2 Bahar Dar 
20090914-15 (19)

2 Bahar Dar 
20090914-15 (20)2 Bahar Dar 
20090914-15 (22)2 Bahar Dar 
20090914-15 (26)

2 Bahar Dar 
20090914-15 (48)3 Gondar 20090916-17 
(7)4-ff-axum-yeha-20090918-20-8

4-ff-axum-yeha-20090918-20-74-ff-axum-yeha-20090918-20-64-ff-axum-yeha-20090918-20-5

4-ff-axum-yeha-20090918-20-44-ff-axum-yeha-20090918-20-34-ff-axum-yeha-20090918-20-2

4-ff-axum-yeha-20090918-20-13-ff-gondar-20090916-17-43-ff-gondar-20090916-17-3

3-ff-gondar-20090916-17-24-ff-axum-yeha-20090918-20-94-ff-axum-yeha-20090918-20-10

4-ff-axum-yeha-20090918-20-114-ff-axum-yeha-20090918-20-124-ff-axum-yeha-20090918-20-13

5-ff-lalibela-20090921-22-15-ff-lalibela-20090921-22-25-ff-lalibela-20090921-22-3

5-ff-lalibela-20090921-22-45-ff-lalibela-20090921-22-55-ff-lalibela-20090921-22-6

6-ff-harar-20090924-25-16-ff-harar-20090924-25-26-ff-harar-20090924-25-3

6-ff-harar-20090924-25-46-ff-harar-20090924-25-57-ff-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-1

7-ff-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-27-ff-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-37-ff-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-4

7-ff-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-57-ff-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-67-ff-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-7

7-ff-20090927-28-addis-arba-minch-turmidsc_4561dsc_4582

dsc_4616dsc_4626dsc_4635

dsc_4699dsc_4736dsc_4759

dsc_4790dsc_4838dsc_4953

dsc_4959dsc_4967

MUZUŁMAŃSKI WSCHÓD http://milimetr.net/2009/09/muzulmanski-wschod/
23 wrzesnia Addis
caly czas zachodizmy w glowe, co dzis robiłyśmy…
Przelecialysmy sobie kolo poludnia z Lalibeli
Zamieszkałyśmy na jedna, o jakze krotka znowu, noc w tym samym hotelu, co poprzednio
No i zaliczylysmy nasz pierwszy raz w Internecie w Etiopii

24-26 wrzesnia 2009 Harar

Harar – sredniowieczne muzulmanskie miasto (dzisiejsze Stare Miasto), otoczone murami, zajmujące raptem ok 1 km waskich uliczek, nieregularnych domow, niemal 90 meczetow!
Ma swój niezaprzeczalny urok. Troche jak arabskie miasteczko, tyle, ze tutejsi „Arabowie” sa czarni. Niestety urok ten jest dosc skutecznie tłumiony przez niezwykle namolne dzieciaki, tlumy ciekawskich (bardziej niż zazwyczaj) i dosc… hmm… agresywnych wrecz chwilmi, żebraków.

Kolorytu dopełniał pokoj w hotelu, z oknem wychodzącym na bazar (kto był w muzułmańskim miescie ten rozumie, co to znaczy).
Nasz plan dnia regulowany był dostępnością ciurkającej wody. W teorii w godzinach: 6-8 i 18-22. W teorii….

Tak wiec z ulga się stad wydostałyśmy.

Ale zanim się wydostałyśmy to z duza radością obejrzałyśmy jeszcze wieczorny spektakl pod tytulem: karmienie hien. Mimo ze, jako turystki zapłaciłyśmy haracz, to „spektakl” ten wcale nie ma na celu zadowolenia turystow. Harar zyje od dziesięcioleci w specyficznej symbiozie z zamieszkującymi pobliskie gory, hienami. Co wieczor w 2 roznych miejscach miasta tzw hiena-men wynosza ochlapy miesa i karmia nimi glodne zwierzeta. Sa już na tyle „zaprzyjaźnieni”, ze hieny jedza im nie tylko z reki, ale nawet z pyska, z buzi znaczy. Proceder kontynuuje sie dalej w noc, kiedy to hieny chodza sobie po miescie i czyszcza je z odpadow.
Zgodnie stwierdziłyśmy, ze hieny to urocze, sliczne, milusie zwierzatka. Wszelkie brzydkie teorie na ich temat sa przesadzone, to czyste kalumnie wypowiadane przez złośliwych ludzi! ;). Az się je pogłaskać chcialo…

W Hararze zaliczyłyśmy jeszcze nietuzinkowa atrakcje, a mianowicie zwiedziłyśmy lokalny browar, produkujący pszeniczne piwo o nazwie oczywisicie „Harar”. Przemily chemik z dzialu kontroli jakości oprowadzil nas (odziane w biale fartuszki) po zakładzie i szczegółowo opisal caly proces produkcyjny. Na koniec zaskoczyl nas znajomością Marii Sklodowskiej-Curie!
Z browaru wyjechałyśmy bogatsze o czerwone czapeczki reklamowe oraz kufle do kolekcji….

A teraz siedzimy na lotnisku w Dire Dawa, w miescie, o którym trudno cos dobrego powiedziec. Muchy, upal, kurz, namolni i agresywni „pomagacze” na dworcu minibusow… Niestety trzeba tu doleciec (bądź dojechac), bo do oddalonego o ok. 50km Harar bezpośrednio z Addis nic nie jezdzi. I lepiej leciec, niż jechac (autobusem kilkanaście godzin, czy jedynym w kraju pociagiem podobnie dlugo), bo na transport naziemny zdarzaja się ataki terrorystyczne.

 

dsc_3673dsc_3675dsc_3677dsc_3683dsc_3685

dsc_3687dsc_3689dsc_3692dsc_3693dsc_3695

dsc_3700dsc_3702dsc_3704dsc_3706dsc_3717

dsc_3726dsc_3733dsc_3736dsc_3737dsc_3750

dsc_3771dsc_3778dsc_3801dsc_3816dsc_3820

dsc_3826dsc_3830dsc_3831dsc_3838dsc_3846

dsc_3850dsc_3860dsc_3864dsc_3879dsc_3888

dsc_3938dsc_4000dsc_4026dsc_4030dsc_4040

dsc_4071dsc_4109dsc_4128dsc_4136

PRAWDZIWIE AFRYKAŃSKIE POŁUDNIE      27 wrzesnia – 02 pazdziernika 2009 http://milimetr.net/2009/10/prawdziwie-afrykanskie-poludnie/
27/09/2009 Arba Minch

505 km od Addis.
Zasiegu nie ma. Tzn. jest, ale znow nie mogę wysyłać smsow.
Przed chwila nie było pradu, ale już jest.
Woda jest goraca i do tego leje prawdziwym strumieniem!!! Zal spod prysznica wychodzic.
Jednym slowem siedzimy w Arba Minch – ostatnim bastionie powiedzmy cywilizacji na poludniu Etiopii.
W hoteliku (nazwa? Nieopisany w zadnym przewodniku) zupełnie przyzwoity, za zupełnie przyzwoita cene, z niezwykle przyzwoitymi warunkami!

Ale jak tu dotarłyśmy?

Wynajeta Toyotka Land Cruiser 4D (doswiadczona wielce!, z bardzo łysiutenkimi oponkami, za to z kierowca Tsgaye, który ma za soba nastoletnie doświadczenie w kierowaniu ciężarówkami przez bezdroża Etiopii, Sudanu i Djibouti), przez przepiekne krajobrazy („czy ja już mówiłam, jak bardzo mi się Etiopia podoba?” – cytat ze mnie, wypowiadającej te slowa srednio 857 razy dziennie) już po 11 godzinach (kierowca calkiem dobrze prul, ale bezpiecznie zarazem) dotarłyśmy tu, wlasnie tu.

Po drodze mijając 2 historyczne (Etiopczycy nazywaja je mocno na wyrost „prehistorycznymi”) miejsca: Melka Kunture (które, z racji swieta Meskal, było zamkniete) oraz Tiya (która., mimo swieta Meskel, była otwarta).
Tiya to zespol stel nagrobnych sprzed około 800 lat, po których oprowadzil nas starszy pan-przewodnik, który swoja interesujaca angielszczyzna skupil się w duzej mierze m.in. na nietypowej dla tego miejsca steli w kształcie, do którego opisania uzyl bardzo wielu slow z jezykow mu (i nam w większości) obcych, bazujących glownie na rdzeniu „fallus” lub „penis”.
Nasz totalny brak reakcji chyba go rozczarowal, natomiast my z duzym trudem powstrzymałyśmy się od nauczenia go kolejnego adekwatnego, krotkiego acz wdzięcznie treściwego, slowa po polsku.

O krajobrazach pisalam? No cudnie, po prostu! Co tu pisac, zdjęć jest troche

A jutro ruszamy w te naprawde najprawdziwsze plemiona…

28/09/2009 Konso, Turmi

Chcialysmy Afryke? Mamy Afryke!
Wyladowalysmy w sercu tego, co się potocznie uwaza za Czarny Lad.
Siedzimy w Turmi, w „hotelu”, w którym prad jest z generatora, woda z baniaka, prysznic (mylony z toaleta) na zewnatrz, z którego raczej nie skorzystamy (lobbujemy za przyznaniem nobla osobie, która wymyśliła nasaczane chusteczki do mycia niemowlat), pokoje nie kwalifikuja się nawet do kategorii przewodnikowej „basic but clean”, bo nawet na basic to za malo, a clean w ogole nie dotyczy. Co tu duzo mowic, psze panstwa, prezerwatywy na oknie nie pozostawiaja wątpliwości: wyladowalysmy w burdelu!
Nie, nie, nie! Jedynie jako goscie tej „przykrywki”, zwanej hotelem.
Niewielkim pocieszeniem jest fakt, ze w gorszej niż my sytuacji jest para Hiszpanow i pewien Anglik.
W duzo gorszej….
Oni naiwnie przyjechali tu sobie niezależnie autostopem, żeby popatrzec na Hamerow.
3 dni temu.!
Nie moga wyjechac, bo autostop jezdzi tylko w jedna strone :]
My ruszamy rano do Jinki, ale czy tam będzie lepiej?
Pewna nadzieje daje fakt, ze glowna ulica sluzy równocześnie za pas startowy…
To może i jakas telefonia jest? Albo… albo… albo może nawet Internet??

Oj, chyba oczadziałam od oparow benzyny naszej toyotki-na-lysych-oponkach.

Ale to wszystko, psze panstwa NIEWAZNE!
WAZNE sa krajobrazy po drodze!!!! Bajeczne! Prawdziwie afrykanskie! Ach, te kolory! I te zwierzeta!!!
Widzialysmy dzis papugi! I jaszczura! I weza (prawie)! I baboony!!! Eeee… babuny to takie malpy etiopskie, które…. Eeee…. No przewodnik pisze o nich rozne rzeczy… ja nie wiem, może dziewczyny się wypowiedza ;)

A poza tym widzialysmy dzis ludzi Konso (po uprzednim stoczeniu walki z rzekomymi przewodnikami, którzy probuja naciągać turystow na maxa), gdzie dla odmiany toczyłyśmy boj z rozentuzjazmowanymi dziećmi, żądnymi naszych birrow (przypominam lub tez informuje: birr to jednostka monetarna Etiopii).

A okolice tej malowniczej dziury, w ktorej siedzimy, zamieszkuja ludy Hamerow! To ci, z czerwonymi wlosami na kobietach. I już dzis ich troche widziałyśmy! I sa prawdziwi, wcale nie skansenowi (jak Konso troche). Jutro z samego rana ruszymy na krotki rekonesans, a potem jedziemy na targ do Demeka, gdzie zjeżdżają się WSZYSCY HAMEROWIE!

Ale to dopiero jutro.
Dzis trzeba przetrwac te noc.
Kiedyż wylacza te decybele?? Muza, nie powiem, na ogol calkiem fajna, ale glosna niemiłosiernie!
Ach, czemuz nie wzielam zatyczek do uszu???

29/09/2009 Turmi/Demeka (plemie Hamer), przejazd do Jinka

O Turmi już się rozpisałam powyżej (nic się przez noc nie zmienilo), ale jedzie się do niego dlatego, ze wlasnie w tej okolicy mieszka najwięcej ludności z plemienia Hamerow, malowniczy lud – którego kobiety maluja sobie wlosy na czerwono, a mężczyźni nosza gustowne kocyki, opiete na jedrnych posladkach.
Z kolei w oddalonej o niespełna 30km Demece odbywaja się targi, gdzie przybywaja tlumnie m.in. Hamerowie wlasnie i sprzedaja rozne swoje dobra.
Dziewczyny nabyly koraliki fasolowe i kopytko do spania.

30/09/2009 Jinka (plemie Mursi)

Jinka to miejscowość, slynaca glownie z tego, ze przez jej srodek przechodzi pas startowy.
Znaczy, jest to okreslenie mocno na wyrost, bo właściwie jest to pas-pastwiska, przechodzący przez srodek miejscowości, na którym jeszcze rok temu ladowaly samoloty. Ktos poszedł po rozum do glowy i zaczal budowac normalne lotnisko, a samoloty przestaly ladowac.

Jinka slynie również z tego, ze prad jest dowozony z Addis, pod warunkiem, ze ktos wysle do Addis takie zapotrzebowanie. Tzn.: miasto jest zasilane z agregatora, któremu należy uzupełniać paliwko. My trafiłyśmy na okres, kiedy zapomniono zamowic owo paliwko, w związku z tym w miescie nie było pradu.

A tak poza tym, Jinka to miejsce wypadowe do wiosek Mursi – bodaj najbardziej wojowniczego plemienia Etiopii.
Czy oni wojowniczy, czy nie, to ja nie wiem, nie byli jakos szczególnie agresywni (mimo, a może wlasnie dzieki, posiadanym karabinom), natomiast niewatpliwie jest to plemie, które spokojnie może stanac na podium w kategorii: PLEMIE, KTÓRE NAJBARDZIEJ OSZPECA SWOJE KOBIETY!
Generalnie wizyta tam, choc niewątpliwie interesujaca, przypominala wypad do bardzo smutnego cyrku.

01/10/2009 Jinka – Key Afar – Arba Minch

Czujemy już oddech biletow powrotnych na plecach ;)

Jeszcze tylko targ w Key Afar, który miał być bajecznie kolorowy, był jednak tylko targiem bydla; może byłyśmy za wczesnie…

Jeszcze tylko nocleg w Arba Minch (mialo być ekskluzywnie, a wyszlo zupełnie przyjemnie w hoteliku „Bekele Mola” z widokiem na 2 jeziora, a za cene zupełnie zalosnie przystepna)

Jeszcze tylko powrot do Addis… Może teraz uda się zobaczyc Melka Kunture (jak jechałyśmy w poprzednia strone było święto Meskel i było zamkniete (o dziwo, poblisko Tiya, mimo swieta, była otwarta ))
Nie udalo sie :(

Jeszcze tylko wejscie do Internetu w Addis…
udalo sie, ale internet im sie nie za bardzo udal

Jeszcze tylko pare godzin na lotnisku w Addis… (kto wymyślił wylot o 4 w nocy???)

No i jeszcze troszke lotu….

I już! I po wakacjach!

7-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-17-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-27-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-3

7-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-47-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-57-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-6

7-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-77-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-87-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-9

7-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-107-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-117-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-12

7-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-137-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-147-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-15

7-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-167-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-177-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-18

7-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-197-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-207-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-21

7-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-227-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-237-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-24

7-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-257-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-267-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-27

7-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-287-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-297-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-30

8-20090929-hamer-turmi-demeka-28-20090929-hamer-turmi-demeka-38-20090929-hamer-turmi-demeka-4

8-20090929-hamer-turmi-demeka-58-20090929-hamer-turmi-demeka-68-20090929-hamer-turmi-demeka-7

8-20090929-hamer-turmi-demeka-88-20090929-hamer-turmi-demeka-98-20090929-hamer-turmi-demeka-10

8-20090929-hamer-turmi-demeka-118-20090929-hamer-turmi-demeka-129-20090930-mursi-jinka-1

9-20090930-mursi-jinka-29-20090930-mursi-jinka-39-20090930-mursi-jinka-4

9-20090930-mursi-jinka-59-20090930-mursi-jinka-69-20090930-mursi-jinka-7

9-20090930-mursi-jinka-89-20090930-mursi-jinka-99-20090930-mursi-jinka-10

9-20090930-mursi-jinka-1110-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-110-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-2

10-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-310-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-410-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-5

10-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-610-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-710-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-8

10-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-910-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-1010-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-11

10-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-1210-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-1310-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-14

10-20091001-jinka-key-afar-arba-minch-15

PIERWSZE ETIOPSKIE PODSUMOWANIA http://milimetr.net/2009/10/pierwsze-etiopskie-podsumowania/
POGODA, czyli kiedy jechac?
Wyglada na to, ze 2-ga polowa wrzesnia jest bardzo dobrym pomysłem.
Nie jest jeszcze morderczo goraco.
Na polnocy pora deszczowa wlasnie się skończyła (względnie konczy), czyli jest pieknie kwitnąco zielono
Na poludniu jeszcze się nie zaczela (ale czai się tuz za rogiem, czyli październik na poludniu może już być nie dosc, ze mokry, nie dosc, ze malo malowniczy, to do tego miejscami nieprzejezdny! Np. do wioski Mursi)
Jest to ciagle off-season! Co oznacza: po pierwsze malo turystow, po drugie możliwość negocjowania ceny (czasami, bo ogolnie rzecz biorac Etiopczycy maja to gdzies!)

A w kwestii turystow…. Tlumy wala jednk pod koniec grudnia i zostaja do marca. Czyli jakby pomiedzy 2-ma porami deszczowymi, ta na polnocy i ta na poludniu.
Tyle, ze wtedy jest zdaje się niemożebnie goraco! A klimatyzatorow to ja tu za wiele nie widziałam…

CO i JAK, czyli dlaczego nie zobaczyłyśmy gor Simien i krokodyli na jeziorze Chana?

Nie zobaczyłyśmy, bo niezupełnie dobrze skalkulowałyśmy czas. Nie, żeby nm go zabraklo, wrecz przeciwnie! W kilku miejscach miałyśmy go az w nadmiarze.
A konkretnie:
- Gonder – 1 dzien na zwiedzanie miasta to zupełnie wystarczy! Zwlaszcza jak się wezmie przewodnika z „royal enclosure” (czyli tego zespolu zamkow dawnych władców, zwanego „etiopskim Camelotem”), za zupełnie rozsadna cene 100birr(ow) za wszystko! Tzn. zamki, laznie Fasilidasa i kościół Debre Selassje. (wychodzi ok. pol dnia, reszte można na wlasna
W zasadzie wiecej do ogladania nie ma, bo wioska Felaszow to festyn garncarski (zreszta można ja zaliczyc w jakies pol godziny, z przejazdem tuk-tukiem włącznie)

No i z Gonder wlasnie robi się wypad w gory Simien. 1-dniowy, 2-dniowy, wielodniowy….
Tyle, ze chyba nie można na wlasna reke za bardzo (chyba ze się już dobrze wie co i jak) i trzeba dobulic za jakas wycieczke. Nasz blad polegal na tym, ze z jakiegos powodu wydawalo nam się, ze w Gory Simien trzeba jechac na minimum 2-3 dni. Otoz nie trzeba! Można zrobic wyskok niespełna jednodniowy – ot, tak, żeby posmakowac krajobrazow, a ponoc jest co smakowac…. No nic, Simien zostaje na nastepny raz

- Axum – podobnie jak Gonder. 1 dzien na miasto zupełnie wystarczy, zwłaszcza jak się wezmie przewodnika (choc ci tu to się mocno cenia! Twarde negocjacje niezbędne),
a 2-gi dzien przeznaczyc na pol-dniowa wycieczke (samochodem, wynajętym z kierowca) do Yeha. Jeśli ktos lubi tajemnicze starożytności ukryte przed swiatem, pośród malowniczych krajobrazow, to Yeha jest absolutnym musem! Na mnie to miejsce zrobilo jedno z największych wrazen (cos mi stylistyka szwankuje)

- Lalibela – w zasadzie, jeśli się sprezyc i natychmiast po rannym przylocie ruszyc na zwiedzanie 11 skalnych kościołów (koniecznie z przewodnikiem na poczatek, żeby nie tracic czasu na szukanie dojscia do nastepnego kościoła, potem można sobie chodzic samemu w swoim tempie, zwłaszcza ze bilet jest na 5 dni!) to tez wystarczy 1 dzien. Z drugiej strony, choc sama Lalibela to zadupie, to nawet to zadupie ma swój klimat i warto się poszwendac tego drugiego dnia we wlasnym tempie lub tez nawet wyjsc na spacer do kolejnego klasztoru w pobliskich gorach, albo wynająć terenowke na pol dnia i wyskoczyc do klasztorow kawalek dalej. Lub tez nie robic nic tylko pojsc po poludniu do hotelu „Mountain View” (to bodaj najdroższy hotel w calej miejscowości, ale restauracja ma ceny normalne) i zachwycic się widokiem! Kontemplujac zwłaszcza zachod slonca

- Harar, tak… tu mam pewien problem. Bo choc samo tzw. Stare Miasto, czyli otoczone murami XIV-wieczne (?) muzułmańskie miasto, z pokreconymi uliczkami, dziesiątkami tak oficjalnych jak prywatnych meczetow, kolorowymi domami, licznymi bazarami, jatkami, zaułkami tematycznymi, jak np. ulica krawcow (na ktorej szyje się ubrania na starych maszynach wprost na ulicy), generalnie zacheca swym klimatem do wloczenia się bez celu i zatopienia w atmosfere tego, troche zatrzymanego w czasie, miejsca, tak z drugiej strony, tlumy namolnych dzieciakow, bywa ze agresywnych żebraków, niespełna rozumu wielbicieli czatu (czat w Etiopii to nie sposób komunikacji miedzyludzkiej, lecz uzywka w lisciach do zucia), zdecydowanie do tego zniechęcają!
Powiem tak, ciesze się ze tam pojechałyśmy, ale zdecydowanie lepszy model to:
Przelot Addis-Dire Dawa, przejazd miniusem Dire Dawa – Harar (dojeżdża się przed poludniem), szybki przeskok do hotelu np. do „Belayneh” jest dosłownie 3min spacerem od stacji minibusow, spacer ok. 3-4godziny po Starym Miescie (koniecznie z przewodnikiem, bo przynajmniej odstrasza zaczepiaczy), a wieczorem ogladanie spektaklu p.t. „karmienie hien”. Tak, hieny sa fajne, robia wrazenie milusich misiow, które się chce pogłaskać i przytulic. Oparlysmy się pokusie… A nastepnego dnia czym prędzej wracac do Addis. To zupełnie wystarczy. My naiwnie sadzilysmy, ze z zachwytem spedzimy to dwa dni, niestety ten drugi to było już zabijanie czasu (np. interesujaca, zupełnie ponadplanowa wizyta w lokalnym browarze)

Plemiona Poludniowe – taka jest oficjalna nazwa tej prowincji Etiopii, z angielskiego „Southern People”, nawet tablice rejestracyjne z tego regionu nosza skrot SP (co zreszta mieszkancy polnocy, zwłaszcza Addis, rozwijaja złośliwie jako „stupid people”). O ile się nie myle, nazwa zwyczajowa jednak jest Oromia. Tak tez się nazywaja ogolnie ludzie poludnia, jak tez ich wlasny jezyk oromo, niezależny od oficjalnego amharskiego (tego ucza się w szkolach, obok angielskiego).
Nasz 6-dniowy grafik wyjazdu wyglądał tak:
1 dzien – przejazd Addis-Arba Minch, ponad 500 km, ok. 11 godzin; nocleg i tyle
2 dzien – Arba Minch – Konso (tu postoj ze zwiedzaniem wioski Konso) – Turmi. Mialysmy isc do wioski Hamerow, ale zaczęło lac, wiec utknęłyśmy w naszym „uroczym” burdelo-hotelu. Szybko okazalo się, ze w Turmi jest jak w trumni (ot, taki kalamburek sobie utworzyłyśmy) i jeśli się nie jest zainteresowanym intymna integracja z miejscowymi, to pozostaje tylko siedziec prawie po ciemku (prad z generatora, w precyzyjnie wyselekcjonowanych godzinach) przy piwie St.George. Okazuje się w pewnych okolicznościach nawet piwo przestaje smakowac….
Ale porankiem zobaczyłyśmy wioske Hamerow, tyle ze Hamerow w niej prawie nie było, bo większość poszla na targ do pobliskiej (28km) Demeki.
3 dzien – Turmi – Demeka (postojowa godzinka na targu) – Jinka
Dla mnie ten targ był bardziej interesujacy niż zwiedzanie wioski, bo w wiosce Hamerowie (i nie tylko, w zasadzie dotyczy to wszystkich ‘atrakcyjnych fotograficznie’ ludow) się po prostu usztywiaja, i na sile pozuja do zdjęcia (oczywiście płatnego!), a na targu sa soba i wtedy można podpatrzec ich naturalne zachowania.
Calosc z dojazdem do Jinki zajmuje raptem pol dnia, a w samej Jince tez za bardzo nie ma co robic, zwłaszcza, ze tego dnia akurat nie dowiezli Internetu (może jutro?)
4 dzien – Jinka oznacza wypad do wioski Mursich. W zasadzie zajmuje to tez tylko pol dnia, ale ponoc, jak mowia lokalni znawcy do Mursich należy jechac z samego rana, robic szybko zdjęcia, za wynegocjowana na wstepie z chiefem wioski cene (zreszta dłużej niż 30-40 minut się tam nei wytrzyma) i czym prędzej stamtąd wyjeżdżać, zanim wroca nachlani, za turystyczne pieniadze z dnia poprzedniego, mężczyźni. Mursi maja karabiny. Wiele osob w Etiopii ma karabiny, ale Mursi maja ich duzo. Kobiety tez.
Powiem tak: jeśli kogos nie interesuje uczestniczenie w smutnym cyrkowym spektaklu, może sobie ten wypad darowac. O zwyczajach Mursich bowiem, poza słynnym nacinaniem kobietom dolnej wargi i wkladaniem wen coraz wiekszych talerzykow (rzekomo w celach estetycznych, choc teorii na ten temat jest wiecej), wiele się nie dowie. Zyja w słomianych, tymczasowych, chatkach. Ale może to jest tylko wersja dla turystow? Może po prostu do swoich prawdziwych wiosek obcych nie dopuszczaja?
Ciekawsze, z etnograficznego punktu widzenia, było ogladanie wioski Konso, czy Hamerow.
5 dzien – Jinka – Key Afar – Arba Minch
Key Afar jest tak czy tak po drodze, ale caly sens zatrzymywania sie tu polegal na tym, ze w czwartki odbywa sie tu ponoc nieprawdopodobnie barwny, Duzy targ. Pewnie tak… Tyle ze ten targ zaczyna się ok. poludnia i nabiera barw dopiero ok. 14, my natomiast dotarłyśmy tu przed 11, pokręcily się ok. 40 minut, popatrzyłyśmy na handlarzy bydla (tylko o tej porze) i ruszyliśmy dalej, bo droga do Arba Minch daleka. Dojechalismy tu ok. 17:00, a zmrok zapada po 18.00, czyli duzo czasu na targ a Key Afar nie ma. Zapewne wiecej sensu mialoby ogladanie tego targu jadac w druga strone, pod warunkiem oczywiście, ze bylby to czwartek.
6 dzien – Arba Minch – Addis, czyli kolejne 11 godzin w samochodzie.

Na obserwowanie zycia zwierzat nad jeziorem Chan (hipopotamy, Lflamingi, krokodyle…. Ponoc cudo!) zabraklo nam dnia

Co bym zrobila inaczej, lub zaproponowala kolejnym pokoleniom?

Środa: Addis – Arba Minch (11h)
Czwartek: Arba Minch – Key Afar – Jinka (8h)
Piątek: Jinka/wioska Mursi (5h)
Sobota: Jinka – Demeka (targ Hamerow) – Turmi (5h)
Niedziela: Turmi – Konso – Arba Minch
Poniedzialek: Arba Minch – Addis (11h)

+ 1 dzien, z pierwszej lub drugiej strony, na wypad lodzia z Arba Minch nad jezioro Chan

To daje razem i tak 7 dni, ale wydaje mi się ze piątek i sobote możnaby spokojnie polaczyc, być może po wynegocjowaniu dodatkowej oplaty, za to zyskuje się 1 dzien

KASA, czyli ile za to wszystko?

Jak by tak podsumowac to wychodzi, ze 23-dniowy (z przelotami włącznie) wypadzie, własnoręcznie zorganizowany, kosztowal nas ok. 7.200,- PLN.
Na powyzsza liczbe składają się poniższe glowne kwoty:

- 2900 – przelot podstawowy (KLM – wte&wewte)
- 1000 (niecale) – 5 przelotow wewnętrznymi liniami (do Bahar Dar/ do Axum / do Lalibela / do Addis / do Dire Dawa), opłacone w Polsce karta kredytowa. Był jeszcze 6-sty lot (Dire Dawa – Addis Ababa), ale ten opłaciłyśmy na miejscu, twarda waluta do raczki kasjera Ethiopian Airlines, bo nie dalo się inaczej.
Co się okazalo: nasze poprzednie loty wewnętrzne były tak tanie, bo system rezerwacyjny potraktowal nas, z jakiegos, niewiadomego nam powodu, jak autochtonki i policzyl taniej. Na ostanim locie już się nie dal oszukac i trzeba było zapłacić normalna cene (i tak nie dramat, bo wyszlo 134 $). Czyli generalnie w najgorszym wypadku należy liczyc kwote podwojna dla nierezydentow
- 500 (inne wydatki w Polsce, jak Malarone, ubezpieczenie, opryski na moskity i inne latajace, symboliczny zapas konserw (przydal się, a jakze!) itp.
Nie licze tu rzeczy, które się kupuje i tak i się ma i uzywa w Polsce np. srodki na przeziębienie (przydly nam się bardzo!), czy witaminki
- 2750 – dolary wymienione i/lub wydane na miejscu (w tym ten przelot za 134$, a także wyprawa na poludnie, osobowej i zakresowej kosztowala nas po
380 $, za wynajecie która w takiej konfiguracji samochodu z kierowca i paliwem)
w dolarach wydałyśmy po 950$ (?)

PREZENTY, czyli co rozdawac i gdzie?
Generalna zasada: nie dawac pieniędzy za nic! Już sami Etiopczycy to wiedza, ze zebranie (nagminne) do niczego nie prowadzi. Nie mowie tu o kalekach, nieprzystosowanych starcach itp. Raczej chodzi o dzieci, które się szybko ucza, ze bialy turysta to latwy pieniadz! W niektórych miejscach, np. w Lalibeli, gdzie w swoim czasie było to plaga, poustawiano specjalne puszki w roznych miejscach (np. hotelach, restauracjach) w które mozna wrzucac pieniadze, za które miasto utrzymuje bezdomnych i sieroty. Istnieja plany (sadzac z wypelnianej ankiety), żeby cena biletu (z roku na rok konkretnie wyzsza) zawarla w koncu w sobie również taki rodzaj podatku/haraczu na rzecz lokalnych żebraków roznej masci. Przy jednoczesnej akcji informacyjnej i edukacyjnej, program ten ma szanse ograniczyc natarczywość, dobra co tu duzo gadac, żebraninie, w miescie.
Ale prezenty czemu nie?
Na polnocy bardzo dobrze rozdaja się długopisy i olowki. I w zasadzie tylko na polnocy, bo Addis jest bogatsza, a poludnie mniej wyedukowane, za to na polnocy dzieci same o to prosza (choc, jak nam powiedział lokaly przewodnik z Gondar, potrafi to być również sposób na zebranie o pieniadze: „daj długopis, daj długopis, daj długopis! Nie masz??? To dawaj kase!”.
Smyczki na klucze, czy komorki – swietny prezent dla wszelkich przewodnikow (oficjalnych, czy nie), kierowcow, milych kelnerow i ogolnie dorosłych, które wiedza co z nimi zrobic (a którzy naprawde wydawali się być nimi zachwyceni!)
Samochodziki, tak takie male kolorowe samochodziki, którymi bawia się mali chłopcy (choc nie tylko) wydaja się być absolutnie nie znane dzieciom etiopskim. Ale widok min, radości na twarzy, jest po prostu bezcenny! Do dzis zaluje sytuacji, kiedy w wiosce pod Bahar Dar, pewien chlopiec bawil się własnoręcznie zrobionym z galazek jakby-samochodzikiem, a ja akurat nie mialam przy sobie tej europejskiej zabawki, żeby mu dac.
Chyba w ogole zabawki, których taki przesyt maja dzieci europejskie, mogą być niesamowitym darem dla dzieci etiopskich. Poza domem, jedzeniem, ubraniem, każdy przeciez potrzebuje tez zabawy, czy misia-przytulanki. Problemem jest tylko, jak wyselekcjonowac to jedno dziecko z tlumu, któremu się da zabawke, żeby zarazem innym nie było przykro…. Dlatego w koncu misie, które wozilam ze soba przez cala Etiopia wyladowaly u dzieci naszego kierowcy, z którym jeździłyśmy po poludniu kraju.
Slodycze – ja nie wiem. W kraju, w którym opieka medyczna jest, jaka jest (a jaka jest to każdy musi sobie uzyc wyobrazni, grunt ze nie chorowałyśmy!), a żeby to oni maja straszne (nie to co np. tacy Mongolowie, czy Tybetanczycy), raczenie ich dodatkowo słodyczami, nie wydaje mi się najlepszym pomysłem. Ale za to suszone sliwki, czy morele (które tez ze soba woziłyśmy) wydaja się być niezłym, a na pewno zdrowszym, substytutem „karmela” – o to tez czasem prosza dzieci.
Swietnym, lecz kosztownym pomysłem, wydaje się być wozenie ze soba Polaroida i ofiarowanie zdjęć osobom, z którymi się je równocześnie robi cyfroweczka ;). Etiopczycy sa ze wspolczesna technologia jeszcze mocno na bakier, ale już im się podoba podglądanie (często ukradkie, przez ramie, a często wprost: pokaz jak wygladam na zdjęciu) na wyświetlaczu, tego co się przed chwila dzialo na zywo. Do tego, jako biedny narod, w zasadzie nie robia/nie posiadaja zbyt duzo wlasnych zdjęć. Tak wiec prezent taki ma moc podwojna: zarówno wartość niezapłaconego birra za zdjęcia, jak autentyczna radosc obdarowanego!
Pocztowki z Warszawy (np.) – pomysl nie mój, ale chyba calkiem niezly, zwłaszcza ze, jak usłyszałyśmy w Lalibeli, Palac Kultury jest zachwycajacym budynkiem (od kogos, kto go widzial na zdjęciach wlasnie).
Troche w uzupelnieniu tego, co wyzej, zdjęcia krajobrazow, ludzi, czy sytuacji, innych niż te znane Etiopczykom (glownie tym z poludnia!) to może być jak obraz w mieszkaniu współczesnego Europejczyka, z klasy sredniej.

ZDROWIE, czyli czym się pokłuć, czego nie przyjmowac pod zadnym warunkiem, a co wrecz przeciwnie!

I tu już zabrakło mi weny lub czasu, lub weny i czasu

FOTKI Z ETIOPTKI

http://milimetr.net/2010/03/fotki-z-etioptki/

 

to na razie pierwsza przymiarka – ściema taka, bo ja w proszku ciągle z tymi zdjęciami (a im bliżej egzaminy o wawie, tym bardziej w proszku ja jestem) ale tymczasem połączyłam w jedność wszystkie foty, które wysyłałam na bloga bezpośrednio z Czarnego Lądu, oto one:

1 Addis Abeba 
20090913 (6)

Etiopia 2009 1

57 Photos

Etiopia 2009 2

Etiopia 2009 2

62 Photos

dsc_3673

Etiopia 2009 4

56 Photos

7-20090927-28-addis-arba-minch-turmi-17

Etiopia 2009 5

30 Photos

9-20090930-mursi-jinka-8

Etiopia 6

38 Photos

 

Legenda: jako, że wysyłałam zdjęcia partiami, to i powstało kilka galerii – części, czyli trzeba sobie kliknąć na obrazeczek powyżej, żeby wejść w daną część, a żeby z niej powrócić to trzeba się cofnąć o stronę, jak to zwykle w internecie bywa, a tam jeszcze wcześniej, zanim się cofnie to jest takie coś na górze z lewej “View with PicLEns” i to jest takie fajne i jak by na to kliknąć to się jakoś tak lepiej ogląda. To taka tylko moja nieśmiała rada :].

Jacie! ja to mam dar tłumaczenia jednak! ;)

ps. a tu jeszcze bonusik: fauna (to co sie dalo zlapac)  i flora Etiopii

4-ff-axum-yeha-20090918-20-6

Etiopia 2009 3

56 Photos